#historiewpodróżydawne leki

Sandomierz: renesansowy ośrodek medycyny

#historiewpodróży #historiapolskiejfarmacji

Jeszcze przed chwilą było lato, słońce i poczucie nieskrępowanej wolności, co kazało nam gnać przed siebie w Polskę. I pojechaliśmy łapać ostatnie chwile oddechu przed wrześniem.

Sami.

Bez dzieci.

Do Sandomierza.

Ojciec Mateusz mnie nie interesował, za to całkiem interesująco objawiły się powiązania historii Sandomierza z historią farmacji i medycyny.

Sandomierz

Kto jeszcze nie był, niech rzuca wszystko i jedzie do Sandomierza choćby i na dwa dni.

Ale nie w weekend.

Sobota i niedziela w Sandomierzu są hałaśliwe, tłoczne, z wyprzedanymi biletami oraz wycieczkami co i rusz.

Za to w tygodniu – cudo. Można zgubić się (metaforycznie, bo dosłownie to nie) w klimatycznych uliczkach i natknąć się na rodowitego rozmownego sandomierzanina, który podpytany opowie o rzeczach, których próżno szukać w miejscowych przewodnikach. A rzeczy te ściśle wiążą się z farmacją.

Po kolei.

Zrób sobie zielnik

Mój subiektywny mini-przewodnik zaczynamy w Muzeum Diecezjalnym, w sandomierskim Domu Długosza.

A tam w przepięknej witrynie na piętrze obejrzeć można Bibliotekę Ksiąg Drzewnych.

Wyobraź sobie trójwymiarowy zielnik.

Umieszczone w nim rośliny nie są płasko suszone i przyklejane do kartki papieru, ale zachowują swój pierwotny kształt i fakturę.

Możesz wręcz namacalnie sprawdzić, czy owoc/kora/szyszka/kwiat jest gładki, czy kostropaty; a może pokryty kutnerem*?

Taka właśnie jest wspomniana Biblioteka.

Dla jasności: dotykać nie można, ponieważ zbiór drzewnych ksiąg pochodzi z I połowy XIX w! Jego autorem był Wiktor Grzegorz Kozłowski herbu „Jastrzębiec”. Żył w latach 1791-1858 i był pasjonatem leśnictwa i przyrody. Zresztą pod koniec życia trafiła mu się praca marzeń: został nadleśniczym w Chlewiskach.

Zdecydowanie najcenniejsze w jego zbiorach były Księgi Drzewne.

Renesansowy ośrodek polskiej medycyny

XVI – wieczny Sandomierz to ważny ośrodek handlowy, a także drugi po Krakowie, ośrodek medyczny. W II połowie XVI w Sandomierz zamieszkiwało ok. 100-150 rzemieślników, 17 lekarzy z tytułem doktora medycyny, a także 40 cyrulików, balwierzy i aptekarzy [1].

Marcin z Urzędowa oraz Stanisław Bartolon – zapamiętajcie sobie te nazwiska. Właśnie oni praktykowali medycynę w renesansowym Sandomierzu.

Sandomierski doktor

XVI- wieczny Sandomierz mógł poszczycić się doktorem, który był sławny niczym dzisiaj doktor Burski z Leśnej Góry. Albo i bardziej, bo znany był także poza granicami kraju, a pacjenci przyjeżdżali do niego z państw ościennych.

Mowa o Stanisławie Bartolonie Starszym (w odróżnieniu od jego syna, Stanisława Bartolona Młodszego). Trwają dyskusje na temat włoskiego pochodzenia doktora, choć pewne jest, ze istniały związki Bartolona z Italią. Wykształcenie medyczne uzyskał we Włoszech, stamtąd też pochodziły receptury stosowanych przez niego leków.

Do Sandomierza sprowadził się na stałe prawdopodobnie około roku 1566.

W tamtych czasach na opiekę lekarza stać było zwykle tylko zamożnych. Bartolon leczył jednak także i biednych, odznaczając się dla nich wsparciem i hojnością.

W uznaniu zasług lekarza król Zygmunt II August w trakcie Sejmu Lubelskiego wpisał go na listę serwitorów królewskich. Oznaczało to, że Bartolon nie musiał sprawować żadnych urzędów i podlegał wyłącznie sądownictwu królewskiemu.

W ogóle próżno szukać w historycznych zapiskach złego słowa na doktora Stanisława Bartolona, a jego kunszt i sławę podkreślało stare porzekadło: „Już mu i sędomirski doktór nie pomoże”.

W jednej z kamienic należących kiedyś do Stanisława Bartolona, na sandomierskim rynku, znajduje się dzisiaj… muzeum Ojca Mateusza.

Syf, kiła i mogiła

Stanisław Bartolon, i tego nie znajdziecie w żadnym muzeum, ani w Sali Multimedialnej Podziemnej Trasy Turystycznej, jest uznawany za pioniera polskiej wenerologii. Specjalizował się w leczeniu kiły (syfilisu), która wówczas była jeszcze stosunkowo nową chorobą.

Według dużego prawdopodobieństwa kiła pojawiła się bowiem w Europie za sprawą marynarzy z wyprawy Krzysztofa Kolumba, a więc zaledwie około pół wieku przed działalnością lekarską Bartolona.

W 1495 wybuchła pierwsza epidemia kiły w Europie, i pierwsze próby usystematyzowania medycznych opisów choroby. Również w 1495 roku opisany został pierwszy przypadek kiły w Polsce, przywleczony przez pątników powracających z pielgrzymki do Rzymu…

Istnieją przekazy o tym, ze Stanisław Bartolon wynalazł skuteczny lek na „chorobę dworską”. Jaka jednak była dokładna receptura, tego nie udało się nikomu ustalić. Zapewne było to postępowanie zbliżone do ówczesnych metod obejmujących nawet zastosowanie… rtęci (o rtęci w leczeniu przeczytać możecie tutaj: http://www.historiewpigulce.pl/index.php/2020/06/15/zywe-srebro/ ).

Sposób leczenia kiły przez Stanisława Bartolona musiał jednak być na tyle dobry – jak na ówczesne warunki- że Sebastian Petrycy z Pilzna korzystał z wiedzy Bartolona, a także m. in. Bartolonowi dedykował swoje dzieło o etiologii oraz leczeniu syfilisu De natura, causis, symptomatis morbi gallici eiusque curatione quaestio (1591).

Stanisław Bartolon zmarł w 1602 roku, a pochowany został w kolegiacie p.w. Narodzenia NMP.

Ciąg dalszy nastąpi, bo nie mogę tak od razu epatować moimi odkryciami urlopowymi.

Już wkrótce co nieco o Marcinie z Urzędowa (możecie go kojarzyć stąd: http://www.historiewpigulce.pl/index.php/2020/06/21/arszenik-koronki-i-ciezki-kaliber/ ), oraz postać pewnego pana magistra i jego już nieistniejący skład apteczny.

Wszystkie fotografie w powyższym artykule są mojego lub mężowskiego autorstwa. Mąż dzielnie znosił moje achy i ochy w różnych punktach naszej wyprawy, za co należy mu się najwyższe uznanie i pochwała, co niniejszym czynię.

Bibliografia:

[1] Król J., Bylica J., Lebowa W., „Już mu i sędomirski doktór nie pomoże”: historia i dziedzictwo Stanisława Bartolona Starszego, wydawnictwo Kontekst, Poznań 2020

*kutner: gęsta warstwa włosków na różnych częściach roślin, ograniczająca parowanie wody