dawne lekiSzkodliwe "leczenie" i piękno za wszelką cenę

Kantarydy i amory

Mam dziś dla Was walentynkowy pryszczel. Zdecydowanie nie dla dzieci.

Nie pryszcz, a pryszczel. Lytta vesicatoria. Inaczej krówka, kobyłka zielona, kantaryda, mucha hiszpańska albo majka lekarska. Szmaragdowozielony ciepłolubny chrząszcz (nie ten z obrazka, ale równie piękny). Jednakże mieniący się  kolor ma ostrzegać i odstraszać. Bo niektóre eksperymenty w życiu po prostu się nie opłacają.

Czemu dzisiaj zajmujemy się jakimś zielonym chrząszczem? Ano każdy świętuje walentynki tak, jak może i umie…

Kantarydy, czyli muchy hiszpańskie


Zajmiemy się dzisiaj toksyczną, oleistą wydzieliną wspomnianego chrząszcza i jej głównym składnikiem, kantarydyną. Starym i niebezpiecznym surowcem farmakopealnym.

W „Farmakologii felczerskiej” z 1910r. Oks opisuje surowiec następująco: „Cantharides, muchy hiszpańskie . Silnie podrażniające, odciągające, moczopędne, namiesięczne. Mocno podrażnia nerki! Wyższe dawki 0,05 pro dosi—0,10 pro die”. I oznacza surowiec jako szczególnie niebezpieczny.

Kantarydyna została wyizolowana w czystej formie w 1812 roku, przez  francuskiego chemika i farmaceutę, Pierra Robiqueta. Wtedy też została określona śmiertelną dawka tej substancji, zaledwie 10 do 30mg.

Tak szczegółowa wiedza nie była potrzebna Gulii Tofanie, która według niektórych źródeł mogła używać kantaryd w swoich szalenie popularnych produktach (http://www.historiewpigulce.pl/index.php/2020/06/21/arszenik-koronki-i-ciezki-kaliber/)

Starożytność, amory i kantarydy


Muchy hiszpańskie ochoczo stosowane były już od starożytności. Zwykle jako afrodyzjak, ale często z dość radykalnym skutkiem: zgonem. 30 mg to bardzo mało, a skoro sproszkowane muchy hiszpańskie dawkowano metodą prób i błędów… No cóż, jest ryzyko, jest zabawa…

Utarte chrząszcze dodawano do napojów lub potraw, lub bezpośrednio wcierano w skórę i błony śluzowe okolic intymnych.

Przypomnę teraz polską nazwę chrząszcza: pryszczel lekarski. Nazwa wzięła się z faktu, że olej wydzielany przez chrząszcza ma silnie drażniące działanie na skórę. Powoduje przekrwienie i podrażnienie, aż do powstania bolesnych pęcherzy. Wcieranie go w narządy płciowe boli już przy samym czytaniu tego tekstu, prawda? A zapiski historyczne pokazują, że jednak sporo było takich chojraków

Poza podrażnieniem i pęcherzami surowiec powodował także bóle brzucha, krwiomocz, wymioty, zapalenie przewodu pokarmowego i dróg moczowych, aż do wstrząsu anafilaktycznego włącznie.

Lecz nie zniechęcało to żadnych z najsłynniejszych amantów, ekhem. Hitem były pastylki de Richelieu, ponadto kantarydyna była szeroko stosowana na dworze Ludwika XIV i XV (rozłącznie z higieną, ale nie będziemy się czepiać – co najwyżej możecie wrócić do tego tekstu http://www.historiewpigulce.pl/index.php/2020/03/22/nie-pomoze-mydlo-jakes-jest-straszydlo/ ).

A w weterynarii mucha nie siada


Ponadto kantarydy używano w weterynarii. Dla byków rozpłodowych. Bolesne (dla byków) szczegóły raczę ominąć.

Znana była również trutka na szczury o wdzięcznej nawie Rattengift ( w wolnym tłumaczeniu: prezent dla szczura; niech ma!…) zawierająca utarte muchy hiszpańskie, o dyskretnym aromacie anyżku.

Muchy lecznicze


Oczywiście muchy hiszpańskie były surowcem farmakopealnym o działaniu drażniącym. Widnieją jako surowce w Farmakopei Polskiej II i III. Olejek z kantarydy, o barwie od żółtej do brązowej, przechowywany był w specjalnie oznaczonych naczyniach. Sporządzanie leków z zawartością sproszkowanych much hiszpańskich było przeprowadzane z najwyższą ostrożnością, ponieważ powstający proszek silnie drażnił śluzówkę nosa oraz oczy.

W „Farmakologii felczerskiej” widnieją receptury na:

Emplastrum cantharidum ordinarium, czyli Emplastrum vesicatorium ordinarium , o „plaster much hiszpańskich zwyczajny” z woskiem, kalafonią, terpentyną, o działaniu podrażniającym skórę i „sprowadzającym owrzodzenie”. Przeznaczony był do stosowania w bólach reumatycznych, a także jako rozgrzewający plaster w anginie, przeziębieniu i ospie prawdziwej.

Ung. cantharidum, zieloną maść z much hiszpańskich stosowaną „ jako środek podrażniający i odciągający (sprowadza silne zaczerwienienie skóry i formowanie pęcherzy)”.

Collodium cantharidatum, „kolodjum much hiszpańskich. Przezroczysta, syropowata, lotna ciecz, koloru zielonego. Zewn. jako środek podrażniający i odciągający (sprowadza czerwoność skóry i pęcherze). Przechowuje się jak kolodjum.”


Poza tym w dawnych aptekach produkowano octy, maści oleje i proszki zawierające kantarydy. Znane były receptury płynów na porost włosów (razem z pilokarpiną i nalewką chinową, albo z wodzianem chloralu), pigułki stymulujące (z kapsaicyną, kamforą, gwajakolem i nalewką z kolokwinty), albo roztwór spirytusowy na zmiany syfilityczne (najpierw kantarydy na amory, a potem kantarydy na syfilis… z chlorkiem rtęci i wodą różaną). Pod koniec XIX wieku surowca używano jeszcze razem z tlenkiem ołowiu jako środek usuwający brodawki. 

Bibliografia:

1. http://muzeum.sum.edu.pl/kantarydy-wirtualna-galeria-eksponatow-muzeum-medycyny-i-farmacji-sum/ (tu znajdziecie także zdjęcia pięknych zielonych pryszczeli lekarskich)

2. B.A. Oks Farmakologja felczerska Warszawa 1910r

3. Fischer B., Hartwig C., Hagers Handbuch der Pharmaceutischen Praxis fur Apotheker, Arzte, Drogisten und Medicinalbeamte, Springer – Verlag Berlin Heidelberg GMBH, 1900