Torba sanitariuszki

Apteka Wendego

10 lipca 1944r, o godzinie 6 rano, do apteki Wendego, zlokalizowanej w Warszawie, przy Krakowskim Przedmieściu 55, zapukał młody mężczyzna. Nur für Deutsche, tylko dla Niemców, głosił szyld na lokalu, bo apteka wraz z początkiem okupacji została przejęta przez Niemców. Znajdowała się zresztą w ich „rewirze”, gdzie stacjonowało ok. 2000 żołnierzy. Mężczyzna wytłumaczył perfekcyjnym niemieckim dyżurnemu aptekarzowi, że ma naprawdę pilną receptę do zrealizowania. Aptekarz wpuścił mężczyznę do środka, starannie zamknął drzwi apteki, odwrócił się i… stanął na wprost lufy pistoletu.

Janusz Brochwicz–Lewiński ps. Gryf – tak brzmiało nazwisko i pseudonim młodego mężczyzny z receptą, która była jedynie pretekstem do wejścia do apteki. Gryf dostał zadanie zdobycia leków i środków opatrunkowych niezbędnych w przygotowywanym powstaniu w okupowanej Warszawie. Wybór padł na aptekę Wendego, z której zresztą pracujący tam Polacy wynosili leki i środki opatrunkowe właściwie od początku okupacji. Teraz jednak potrzeba było działania na szerszą skalę. Przewidywania dowództwa AK opiewały raptem na 3-6 dni walki, i na tyle czasu zaplanowano ilość potrzebnych materiałów, w tym zaopatrzenie medyczne.

Brochwicz–Lewiński związał i zakneblował aptekarza, po czym razem z pomocą lekarza, specjalnie w tym celu oddelegowanego do tej misji, wybierał i sortował niezbędne leki i sprzęt. A było tego dużo. Z apteki Wendego bowiem miały być wypuszczone transporty leków i środków medycznych dla Niemców na froncie wschodnim.

W tej słynnej akcji, przeprowadzonej z sukcesem pod samym nosem Niemców i bez ani jednego wystrzału, powstańcom udało się zdobyć leki ( w tym przeciwbólowe, łącznie z praktycznie niedostępnymi w okupowanej Polsce morfiną i opium w zastrzykach, leki miejscowo znieczulające, odkażające), bandaże, narzędzia chirurgiczne, a nawet polowe stoły operacyjne.

Służba sanitarna

Służbą sanitarną Komendy Obwodu Warszawskiego, podzielonego na osiem mniejszych obwodów, dowodził płk dr med. Henryk Lenk ps. „Bakcyl”.

Centralna apteka, czyli Składnica Materiałów Sanitarnych, zorganizowana była w Obwodzie Śródmieście. Tam, poza składowaniem i rozdzielaniem leków i środków medycznych, odbywała się np. produkcja gazy do opatrunków. Ponadto plany powstania zakładały wykorzystanie już istniejących szpitali, które byłyby odbite przez Polaków. Dlatego stopniowo zaopatrywano te szpitale (oczywiście w ramach konspiracji) w niezbędne leki i sprzęt, włącznie z lampami do prześwietleń rentgenowskich! Ponadto od początku okupacji przeprowadzano tajne szkolenia sanitarne, dla członków tzw patroli sanitarnych.

Do każdego plutonu AK był przydzielony patrol sanitarny. Poruszał się on za plutonem, udzielał pierwszej pomocy rannym i transportował ich do najbliższych punktów ratunkowych. Patrolową, czyli przełożoną patrolu, mogła zostać albo dyplomowana pielęgniarka, albo specjalnie wyszkolona sanitariuszka. Zawartość torby „zwykłej” sanitariuszki różniła się od zawartości torby patrolowej.

Torba sanitariuszki

Każda sanitariuszka Powstania Warszawskiego miała ze sobą torbę, często uszytą samodzielnie, a w torbie odpowiednio oznaczone, podstawowe wyposażenie ratunkowe:

środki opatrunkowe

– opatrunki wojskowe,

– 2 sztuki jałowych opatrunków typu B (produkowane jeszcze we wrześniu 1939r w Warszawie; zawierały kompresy z watą, w dwóch rozmiarach, jeden kompres bez waty, jeden bandaż dziany szer. 10cm oraz 2 agrafki w parafinowanym papierze)

– chusty trójkątne

– opaski z gazy (po 10 sztuk wąskich i szerokich)

– watę (250g, czyli mniej więcej tyle, ile jest teraz w tzw dużym opakowaniu dostępnym w aptece)

– ligninę (również 250g, czyli niecałe dwie rolki aktualnie dostępne w aptekach)

– gazę 1m2

– plaster w rolce;

a także nożyczki, nożyk, jodynę, rywanol, manierkę, opaski uciskowe, mydło, latarkę z małą baterią, łubki, zapałki i świecę, papier i ołówek.

Torba patrolowej

Torba patrolowej miała znacznie bogatsze wyposażenie, o ile w ogóle można tu mówić o jakimkolwiek bogactwie, lub chociaż wystarczającej ilości leków i środków opatrunkowych:

– strzykawka 2ml, pęseta oraz pean chirurgiczny (niewielkie kleszczyki służące do zamykania rozerwanych naczyń krwionośnych, do opanowania krwawień)

– ampułki:

kamfora (jako analeptyk – środek pobudzający ośrodkowy układ nerwowy)

Coffeinum cum Natrium beznzoicum (jako analeptyk, znoszący zmęczenie fizyczne i psychiczne, nieznacznie podnoszący ciśnienie krwi, zmniejszający senność i uczucie głodu)

– maści:

tranowa (przyspieszająca gojenie)

cynkowa (wysuszająca, gojąca)

ichtiolowa (słaby środek antyseptyczny)

Patrolowa posiadała w torbie i inne, znacznie silniej działające środki:

tabletki i proszki:

– o działaniu przeciwbólowym i przeciwzapalnym: veramon (połączenie niesteroidowego leku przeciwzapalnego: aminofenazonu, z nasennym barbitalem), cibalginę (pabialgina, lek przeciwbólowy), chininę (lek przeciwmalaryczny, a także przeciwgorączkowy, przeciwzapalny, przeciwbólowy) oraz motopirynę (kwas acetylosalicylowy, czyli aspiryna, lek przeciwbólowy, przeciwzapalny i przeciwgorączkowy)

– tanalbinę (białczan taniny, lek przeciwbiegunkowy)

– proszki Dovera (mieszanina sproszkowanego opium oraz korzenia wymiotnicy Radix Ipecacuanhae po 10%, w połączeniu m.in. z solą i lukrecją)

a także:

propidex (preparat na oparzenia i brzegi ran)

opium 20g (środek narkotyczny, przeciwbólowy, uspokajający i przeciwskurczowy)

walerianę (uzyskany z Radix Valerianae ziołowy środek uspokajający; tutaj prawdopodobnie nalewka eterowa z waleriany, a eter pogłębiał działanie uspokajające i usypiające)

eter 50g (narkotyczny, o działaniu nasennym i uspokajającym)

spirytus 50g (do odkażania)

talk.

A więc to już. Teraz. Huk wybuchającego nieopodal granatu dźwięczy ci w uszach, wchodzi na główny plan, tłumi nawet odgłosy strzałów… Pył nieznośnie wciska się w oczy, w nos, w gardło. Ale serce wciąż bije, tłoczy twoją krew, adrenalina krąży. Słyszysz okrzyk bólu, więc biegniesz w tym kierunku, przeskakujesz gruzy, starasz się umknąć świszczącym kulom, szybciej, szybciej, jeszcze trochę… U twojego boku torba, twój najcenniejszy skarb. Trochę już ciąży, czasem zawadza, lecz biegniesz dalej, przecież tak cię wyszkolono… Tylko nikt cię nie przygotował na to, co dzieje się teraz. Bo czy do tego można było w ogóle się przygotować?

Nieważne. W ułamku sekundy odpędzasz złe myśli, odpędzasz lęk i wątpliwości, biegniesz do rannego dalej. Przecież tak trzeba. Sprawnie i szybko udzielić mu pomocy, zrobić co się da.

Jesteś przecież jego szansą na przeżycie.

Jesteś sanitariuszką.

Korzystałam z:

https://www.1944.pl/archiwum-historii-mowionej/janusz-brochwicz-lewinski,449.html

http://www.sppw1944.org/index.html?http://www.sppw1944.org/powstanie/sanitariat_01.html

https://dobroni.pl/artykul/opatrunek-wyjalowiony/565613

Bożena Urbanek, Pielęgniarki i sanitariuszki w Powstaniu Warszawskim w 1944r., PWN 1988