Arszenik, koronki i ciężki kaliber

Brzmi, jak przepis na morderstwo? A to był przepis na leczenie i piękno 🙂

Nieskazitelna biel

Opalenizna przez całe wieki była passe. Kobieta wytworna i z wyższych sfer nigdy, ale to nigdy, nie mogła pokazać opalonej skóry, ani narazić się na spalenie słońcem. Opalone były proste chłopki pracujące w polu, albo niewolnice. To, że „dziewczyny lubią brąz”, to wynalazek naszych czasów.

Już Egipcjanki i Rzymianki rozjaśniały skórę, nakładając ołowianą biel zwaną potem blejwasem, czyli zasadowy węglan ołowiu, lub cerusyt, czyli węglan ołowiu. Cerusyt pięknie wybielał i matowił cerę. Miał odpowiednią konsystencję i dobrze krył defekty skóry. Problem polegał na tym, że im więcej go się używało, tym więcej trzeba go było potem aplikować, żeby ukryć przykre skutki jego działania.

W wydanym w 1568r Herbarzu, to jest ziół tutecznych, postronnych i zamorskich opisanie… Marcin Siennik podaje przepis na „cudność lica” zawierający ziele wężownika białego, cerusyt i wewnętrzny szkielet mątw, czyli głównie węglan wapnia.

Już od średniowiecza wiedziano, że ołowiana biel jest szkodliwa. Powodowała przebarwienia: skóra nabierała dziwnych odcieni, od żółci, przez zielenie, nawet do fioletu włącznie. Twarz przypominała pomarszczony, suchy owoc. Do tego oczywiście psuły się zęby, wypadały włosy, i dochodziło do uszkodzenia płuc…

Królowa Elżbieta I, klasyczne blade lico osiągane warstwami pudru ołowiowego; licencja Public Domain


Ołów wchodził też w skład czarnej kredki do oczu. Słowem: pełna paleta (skoro przy makijażu jesteśmy) zastosowań.

Produkty z ołowiem stosowano jeszcze w XIX wieku, a lubowała się w nich arystokracja i artyści. Czyli wszystko jasne, jak żyć to jako piękni, a jak umierać, to młodo…

Ołowica i tajemnica śmierci Ludwika van Beethovena

Ołowica – czyli zatrucie ołowiem. Ołów powoduje zmęczenie, osłabienie, zaburza proces kostnienia, powoduje bóle i uszkodzenie stawów; niszczy wątrobę i nerki, uszkadza czerwone krwinki oraz układ nerwowy.

Jak dowodzi Christian Reiter w publikacjach w Beethoven Journal, słynny kompozytor zmarł właśnie na skutek ołowicy. Lekarz Beethovena, po każdorazowym odciąganiu płynu z jamy brzusznej kompozytora, smarował powstały w ten sposób otwór maścią z ołowiem. Medyk nie wiedział jednak o tym, że Beethoven miał poważnie uszkodzoną nerkę, która nie radziła sobie z ołowiem z maści, a z drugiej strony zawartość tego metalu ciężkiego wykańczała narząd w przyspieszonym tempie. A dowiedziano się o tym robiąc badania włosów i kości kompozytora na zawartość toksycznych związków i metali ciężkich.


Arszenik

Tak, to ten sam, którego używano namiętnie przez niezliczone lata do knucia i trucia przeciwników politycznych, rodzinnych, biznesowych, i innych. Produkt o bogatej tradycji i burzliwej historii. Związek uniwersalny, doskonale komponujący się zarówno z włoskim temperamentem Borgiów, jak starymi koronkami 😉

Do czego? Do tego samego, co biel ołowiana. Arszenik gwarantował doskonale gładką i jasną cerę.

W XVII wieku ówczesna businesswoman, niejaka Giulia Tofana zrobiła ogromny majątek na sprzedaży pudru z arszenikiem. Produkt pod nazwą Aqua tofana rozchodził się jak świeże bułeczki. Sprzedająca ten specyfik doskonale wiedziała, że sprzedaje truciznę, ale czego się nie robi dla pieniędzy? Według jednych źródeł Aqua Tofana służyła celom upiększającym, według innych jako trucizna…

Smykałka do biznesu i mentalność firmy farmaceutycznej zapewniały Tofanie dostatnie życie. Przypisuje jej się 600 ofiar, w tym sześciu mężów jej klientek… (Panowie, a teraz który podbiera kremy żonie, łapy sio, dla własnego dobra! No.) Finalnie Giulia Tofana według jednych źródeł została skazana na śmierć za swoją działalność, według innych dożyła sędziwego wieku unikając sprawiedliwości.

J.-W.-Waterhouse Circe mylnie uznawany za portret Gulii Tofany; licencja Public-Domain



Czy ktokolwiek wyciągnął z tego porządne wnioski? Oczywiście, że nie.

W Czechach znane były kąpiele w arszeniku zapewniające piękną białą skórę. A jeszcze na przełomie XIX i XX wieku na rynku amerykańskim było wiele produktów na bazie arszeniku. Tym razem do zażywania wewnętrznego… Arszenik miał czynić cerę promienną, gładką i jędrną. Nie wiem, może ktoś napisał małym druczkiem, że chodzi o stężenie pośmiertne? A małego druczku nikt przecież nie czyta…

Tak czy siak szereg ludzi musiało przekonać się na własnych, niestety nieodwracalnych, błędach. Dorobili się, zamiast witalności i urody, uszkodzeń układu nerwowego, nerek, ślepoty, krwotoków, utraty włosów a także tzw. rogowacenia arsenowego skóry oraz bielactwa.

Farby do włosów również zawierały trujące składniki, na przykład ołów i siarkę. Arszeniku używano do rozjaśniania włosów i jako środka przeciw siwieniu. Do rozjaśniania włosów służył też ług, czyli mocna zasada, ale on powodował przesuszenie i wypadanie włosów.

Arszenik to nie wszystko

Arsen był w ogóle medycznym hitem przez długie wieki, nie tylko jako arszenik.

Jako aurypigment, o złotawej barwie i połysku, imitował złoto w dawnych księgach. Stosowali go także malarze – badania potwierdziły obecność aurypigmentu np. w Hołdzie pruskim Jana Matejki albo w malarstwie Tycjana. Bardziej pomarańczowa odmiana aurypigmentu to tzw. realgar. Ale nie tylko do malarstwa ich używano, do leczenia chorób skóry i chorób płuc również (tu chociaż lek ładnie wyglądał i błyszczał w słońcu…).

W Herbarzu polskim (1543-1553) Marcin z Urzędowa poleca aurypigment do depilacji niepożądanego owłosienia, ze względu na jego „moc ogryzaiącą” jak to malowniczo określił. W tym celu należało zmieszać aurypigment z sadłem lub żywicą sosnową, i dopiero w takiej formie nakładać na skórę.

Wspomniany już Marcin Siennik poleca jeszcze silniej depilującą, czyli dosłownie „spędzającą sierść s skóry”, zaczerpniętą ze źródeł arabskich, mieszankę aurypigmentu z wapnem.

Z kolei Stanisław Falimierz w wydanym w 1534r O ziołach i mocy ich radzi w celu depilacji zmieszać aurypigment z wapnem, korzeniem fiołkowym (korzeniem kosaćca Iris sp.) i wodą, nałożyć na skórę, pozostawić do wyschnięcia, zeskrobać drewienkiem i przemyć wodą, lub lepiej wódką różaną.

Karol Darwin leczył się źle, nie bądź jak Karol Darwin

Pomysłowi medycy, a i szarlatani również, stosowali arsen w postaci past, tabletek, a nawet zastrzyków, w wielu często występujących chorobach: od reumatoidalnego zapalenia stawów poczynając, przez gruźlicę, astmę, zgagę, łuszczycę, na białaczce kończąc. I to wszystko wcale nie jakoś specjalnie dawno, ale w okresie XVIII – XIX wieku!

Arsen powoduje intensywne złuszczanie skóry. Stąd jego dawne zastosowanie w łuszczycy, a i w sumie zaszalejmy, czemu nie, we wszystkich innych schorzeniach skóry jak egzema i wrzody.

Malaria? Po co gorzka chinina, intensywnie propagowano „bezsmakowe krople przeciw febrze i gorączce”, z arsenem, a jakże.

W 1786 roku, lekarz Thomas Fowler, opracował hit leczniczy: 1% roztwór arsenianu potasu, zwany Płynem Fowlera, o lawendowym aromacie. Co leczono tym hitem? Proszę, oto lista, nie wiem czy pełna: syfilis (syfilitycy mieli ze wszech miar przerąbane…), tzw. wówczas śpiączkę afrykańską, malarię, zmiany skórne, guzy nowotworowe, zatrucie alkoholowe, krzywica, ukąszenie przez węża; podawano go dla wzmocnienia organizmu, robiono z niego lewatywy, zastrzyki oraz inhalacje.

Och, zatem trzeba zadać inne pytanie: czego nim nie leczono? Jeden z podręczników farmakologii zalecał nawet podawanie arsenu ciężarnym i karmiącym, jak bezpiecznego środka na nudności…

Bardzo prawdopodobne, że ofiarą Płynu Fowlera był sam Karol Darwin. Hm. I to byłoby na tyle, jeśli chodzi o teorię ewolucji 🙂

Trutka na szczury na gładką skórę

W 1861 roku odkryto tal, kolejny toksyczny pierwiastek.

Na początku tal był uważany za świetne lekarstwo na choroby weneryczne, gruźlicę oraz grzybicę. Zauważono również, że jego stosowanie powoduje wypadanie włosów, w związku z czym wykorzystano to – tal funkcjonował jako środek do depilacji.

Ponieważ jednak po zastosowaniu talu mnożyły się coraz bardziej tragiczne wypadki i zatrucia, producent uratował się ogłaszając bankructwo, a zastosowanie talu ograniczono do… trutek na szczury.

Korzystałam m. in. z:

Wdowiak L., Piększydła propagowane w polskich herbarzach wydanych w XVI wieku Pomeranian J Life Sci 2017;63(3):52-60

Kang Lydia , Pedersen Nate, Szarlatani. Najgorsze pomysły w dziejach medycyny, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, wyd I, Kraków 2019

o-historii.pl/niezdrowe-sposoby-urode-sprzed-historia-kosmetyki/

Christian Reiter. „The Causes of Beethoven’s Death and His Locks of Hair: A Forensic-Toxicological Investigation.” Translated by Michael Lorenz. (pp. 2 -5)

arttencja.pl/?p=36

sztukakosmetologii.pl/historia-kosmetologii-od-starozytnosci-po-wspolczesnosc-czesc-ii/