Żywe srebro

To miał być krótki wpis, taki akurat na #pigułkęwponiedziałek, o tablicy Mendelejewa w leczeniu i upiększaniu.

Ludzkość jednak jest niezwykle pomysłowa, jeśli chodzi o leczenie szkodliwymi dla zdrowia metodami, a skala tego zjawiska przekroczyła moje najśmielsze oczekiwania. Dlatego powstał cykl o metalach ciężkich, który tak ochoczo wybieraliście w ankiecie, a który właśnie dziś zaczynam publikować.

Rtęć

W pierwszej kolejności pora na rtęć, nazywaną także kiedyś „żywym srebrem”. Nawet łacińska nazwa, hydrargyrum, oznacza „płynne srebro”. Jedyny metal ciekły w temperaturze pokojowej, od wieków uznawany za tajemniczy i pełen mistycyzmu. Jej rzymskim patronem jest bóg Merkury, stąd np. angielska nazwa tego metalu: mercury.

Dziś znamy jej potencjał jako wysoce trującego pierwiastka, a kiedyś… w zasadzie również znano ten potencjał – ot, taki kalomel, biały bezwonny związek rtęci używany i do trucia robactwa, i do łagodzenia bólu ząbkowania (!!!), i do hmmm, brutalnego intensywnego przeczyszczania.

Objawy i skutki zatrucia rtęcią nie stanowiły jednak przeszkody i używali jej i Napoleon Bonaparte, i Abraham Lincoln, i Edgar Allan Poe, i Niccolo Paganini…

Ale po kolei.

Kalomelove

Proszę nie pomylić kalomelu z karmelem, a wszystko będzie dobrze 🙂

Kalomel to chlorek rtęci (I), Hg2Cl2; z greckiego kalós piękny, mélas czarny. Przy czym prawdopodobnie „czarny” wziął się z właściwości kalomelu wykorzystywanych w lecznictwie przynajmniej od ok. XVI w.

Kalomel przeczyszcza. W sumie napisać skromnie, że przeczyszcza, to za mało. Przeczyszcza brutalnie, intensywnie, z głębi trzewi, barwiąc stolec na czarno. I tu tkwi źródło jego nazwy i niewątpliwego sukcesu. Dawni medycy byli przekonani, że oto właśnie ciało zostało oczyszczone z tzw. czarnej żółci, i osiągnęli u pacjenta równowagę humoralną.

Już tłumaczę: teoria humoralna to była podstawa starożytnej medycyny, a i późniejsza medycyna jak widać powyżej, czerpała z niej pełnymi garściami. Teoria kojarzona z Hipokratesem, a potem z Galenem, mówiła o czterech płynach ustrojowych: krwi, flegmie (śluzie), żółci i czarnej żółci. Ich równowaga decydowała o zdrowiu, a także o usposobieniu pacjenta. Jeśli któregoś z płynów ustrojowych było za dużo – pojawiała się choroba. Jak wyleczyć chorobę? Proste: przez usunięcie nadmiaru jednego z płynów ustrojowych wszystko wracało do równowagi, a pacjent do zdrowia. Prawda, jak działanie kalomelu pięknie wpisuje się w tę teorię?

A jak dodamy jeszcze do tego, że jednym z pierwszych objawów zatrucia rtęcią jest ślinotok, a ślinotok wzbudzał euforię, bo to jeszcze jeden płyn ustrojowy, z którym wychodzi choroba, to wszystko jasne. Paracelsus, żyjący w XVI w, uznawał dawkę rtęci za skuteczną wtedy, gdy pacjent wypluł z siebie przynajmniej ok. 1,5 litra śliny. Urocze.

6000 błyskawic

Fanem rtęci pod postacią kalomelu był dr Benjamin Rush, jeden z założycieli Stanów Zjednoczonych i jeden z sygnatariuszy Deklaracji Niepodległości. Leczył on rtęcią schorzenia psychiczne i hipochondrię.

Benjamin Rush , licencja Public Domain

Opatentował także Żółciowe Pigułki Dr Rusha: dogłębnie przeczyszczającą mieszankę kalomelu, jalapy (Ipomoea purga zwana także wilcem przeczyszczającym) oraz chloru. Potocznie lekarstwo było nazywane „błyskawicami dr Rusha” lub „wyzwalaczami grzmotów”. 6000 tych błyskawic weszło w skład apteczki, którą mieli ze sobą oficerowie Meriwether Lewis i William Clark podczas swojej słynnej ekspedycji badawczej na ziemiach na zachód od Missisipi. I zdecydowanie ich użyli, więcej niż raz… Skąd to wiemy? Rtęciowe przeczyszczanie zostawiło ślady w glebie, w przepisowych odległościach od obozowisk, a potwierdziły to badania archeologiczne.

Różowa choroba

Co polecacie na ząbkowanie?

Bo jeszcze na początku XX w nikt się nie cackał, i niemowlętom wcierano w dziąsła np. szalenie popularny proszek Teethina dr Moffetta. Poza złagodzeniem dolegliwości ząbkowania miał on także regulować wypróżnienia, wzmacniać dziecko i w ogóle sprawić, że będzie ono tłuściutkie i okrąglutkie jak mały prosiaczek. No czegoż chcieliby więcej rodzice, a już zwłaszcza babcie?

No i bach, od lat 20 XX w otwarcie mówiono o tzw. różowej chorobie. Ulubiony kolor małych dziewczynek, ale wierzcie mi, różowo nie było… I dopiero w latach 50 (!!!!!) (według jednych źródeł; natomiast pierwsza wzmianka o powiązaniu rtęci z różową chorobą, jaką znalazłam, pochodziła z 1948r) zauważono, że na to schorzenie zapadają dzieci, które faszerowane były w ten czy inny sposób kalomelem…

Akrodynia, tak brzmi medyczna nazwa różowej choroby. Jej przyczyną jest najczęściej długotrwałe narażenie dziecka na rtęć nieorganiczną, czyli taką, jaką jest np. kalomel. Dzieci chore na tę chorobę miały charakterystycznie zaczerwienione ręce, stopy i nos (stąd nazwa „różowa choroba”) na skutek podwyższonego ciśnienia krwi, kończyny były obrzęknięte, a skóra na nich pękała i łuszczyła się. Uszkodzeniu ulegały neurony (komórki nerwowe) obwodowe (czyli te w ciele) i w ośrodkowym ukłafdzie nerwowym. Dlatego dzieci były niespokojne, rozdrażnione, pobudzone na kształt obłędu, ze skaczącą gorączką i ślinotokiem.

Niebieskie pigułki Abrahama Lincolna

Nie, nie, to nie TE niebieskie pigułki 😉 Słynny polityk cierpiał na zaburzenia nastroju i zaparcia, czyli idealne dolegliwości do leczenia rtęcią. Niebieskie pigułki, które zażywał, zwane też „niebieską masą”, składały się z płynnej rtęci, korzenia lukrecji (Glycyrrhizae radix , surowiec opisany m. in. w Farmakopei Europejskiej 6.0 oraz Farmakopei Polskiej VIII, o działaniu przeciwzapalnym i łagodzącym na przewód pokarmowy, oraz sekretolitycznym i wykrztuśnym) a także wody różanej, miodu i cukru (użyte jako corrigentia – czyli surowce poprawiające smak i zapach, żeby Lincolnowi łatwiej się łykało).

Na szczęście Lincoln zorientował się po pewnym czasie, że niebieskie pigułki go nie leczą, i odstawił je wkrótce po objęciu urzędu prezydenta ówczesnych Stanów Zjednoczonych.

Jedna noc z Wenus, całe życie z Merkurym” czyli…

… dawna procedura leczenia kiły.

Syfilis leczono chlorkiem rtęci (II), czyli sublimatem (rtęć dwuwartościowa w odróżnieniu od kalomelu. Procedurę tę stosowano od XV – XVI w aż do XIX w, kiedy zaczęto w tym celu stosować jod. Sublimat, w odróżnieniu od kalomelu, jest rozpuszczalny w wodzie, a rtęć w nim zawarta, dużo łatwiej się wchłania do organizmu, niż ta rtęć z kalomelu. A w dodatku medycy mieli fantazję i rozmach, nie to co teraz procedury i procedury ;), więc sposobów na podtrucie/zatrucie, tzn. podobno leczenie sublimatem mieli mnóstwo. Do dyspozycji był cały wachlarz metod: od okadzania i tzw fumigacji (kiedy chory wdychał opary rtęci… ), przez maść rtęciową, wlewki i roztwory wymyślnie aplikowane tu i ówdzie (a zwłaszcza ówdzie), do nie wzbudzających podejrzeń żony czekoladek z rtęcią. Po takiej kuracji albo przeżył pacjent, albo syfilis… Częściej syfilis. Kuracje, co gorsza, powtarzano u jednego pacjenta do końca jego życia.


Mercury douche for urethral therapy, Paris, France, 1840-189; Credit: Science Museum, London. Attribution 4.0 International (CC BY 4.0)
Za pomocą takiego oto powyższego instrumentu można było aplikować (w opisie jest wręcz użyte sformułowanie: wstrzykiwać) rtęć do cewki moczowej lub pochwy. Stąd różne rozmiary wymiennych części tego przyrządu. Wynalazł go, a jakże, Francuz, A. Aubrey.

Jeśli chodzi o leczenie kiły, to w telegraficznym skrócie: w XIX w rtęć ustąpiła miejsca preparatom jodu, aż do przełomu na początku XX w. Wtedy to otrzymano salwarsan, czyli związek trójwartościowego… arsenu… To ci dopiero poprawa bezpieczeństwa terapii 🙂 Ze względu na konieczność okresowego powtarzania kuracji oraz efekty niepożądane, próbowano jeszcze dobijać krętka kiły bizmutem. Nie jestem też do końca pewna, czy od początku przykładano się jakoś szczególnie do leczenia syfilisu, ponieważ np. w czasach świetności Wersalu nie mieć kiły – to dopiero był dyshonor. Rozwiązaniem definitywnym dla krętka kiły, a nie pacjenta, okazała się jednak dopiero kuracja antybiotykami. Do tematu jeszcze kiedyś wrócimy.

Ofiarą zatrucia rtęcią w leczeniu syfilisu stał się prawdopodobnie słynny Paganini. Wszystkie opisywane przez niego objawy leczenia choroby idealnie wpisują się w symptomy zatrucia rtęcią. Wirtuoz zmarł w cierpieniach kilka miesięcy po tym, jak ze względu na dolegliwości zaprzestał koncertowania.

Cóż tu mamy jeszcze do wyleczenia?

Na przestrzeni wieków znane i stosowane były i inne rtęciowe przepisy na przeczyszczenie (rtęć z kredą albo wieczne pigułki, o których pisałam już w tej #pigułcewponiedziałek http://www.historiewpigulce.pl/index.php/2020/05/18/wieczna-pigulka/), przeciwko grzybicom (jodek rtęci) oraz do smarowania w łuszczycy (azotan rtęci).

Ponadto połączenia rtęci w postaci amalgamatów stosowano jeszcze stosunkowo niedawno w stomatologii. Tiomersal to z kolei związek rtęci często używany jako konserwant w szczepionkach i kroplach do oczu jeszcze kilkanaście lat temu, gdy zaczynałam swoją pracę w farmacji.

W recepturze aptecznej, do problemów skórnych typu łuszczyca, stosowany był czerwony siarczek rtęci, czyli cynober, Hydrargyrum sulfuratum rubrum oraz aminochlorek rtęci Hydrargyrum aminochloratum i chlorek rtęci Hydrargyrum bichloratum. Teraz, mając do dyspozycji wiele skuteczniejszych i przede wszystkim bezpieczniejszych substancji, odchodzi się od używania związków rtęci, a w nowoczesnej recepturze ona w zasadzie nie występuje.

No i oczywiście termometry i ciśnieniomierze z rtęcią, wycofane ze sprzedaży w 2009r.

Rtęciowe piękności

Zdrowie zdrowiem, to dla wielu osób nie wszystko, spójrzmy na rtęciowe sposoby na zachowanie, przepraszam, „zachowanie” urody.

Rtęć czasem łączono z silnie toksycznym antymonem i stosowano do wybielania skóry. Takie połączenie powodowało huśtawki nastrojów, utratę włosów i zębów, bóle głowy oraz bezsenność, czyli urodę rodem z Walking Dead.

Cynober, czyli siarczek rtęci, naturalnie występujący w przyrodzie, używany był jako pigment przez osiemnastowieczne Francuzki. Stosowały go jako róż do policzków, albo w późniejszych czasach, jako barwnik szminek.

I teraz wyobraźcie sobie: najpierw taka Francuzka kładła sobie warstwę pudru ołowiowego (o ołowiu też będzie już niedługo), żeby wybielić twarz, a potem na to kładła siarczek rtęci. To się nazywa ciężki kaliber! Rtęć doskonale wchłaniała się przez warstwę ołowiu do krwiobiegu, a połączenie wspomnianych metali ciężkich w produktach do, podobno, pielęgnacji cery, powodowała szybsze złuszczanie skóry. Defekty trzeba było przykryć kolejną warstwą kosmetyków, te kosmetyki silniej uszkadzały skórę i przez to łatwiej się wchłaniały do krążenia ogólnego, kobieta gorzej się czuła i gorzej wyglądała, więc stosowała coraz więcej kosmetyków… I tak dalej, i tak dalej… Błędne koło.

Ale jak to mówią: no risk no fun, więc znane były też inne rtęciowe mieszanki do rozjaśniania przebarwień, np. z dodatkową zawartością arszeniku rozprowadzonego z odrobiną piżma.

A w XIX w rekordy popularności bił lotion Gowlanda, stosowany do wybielania skóry, a zawierający chlorek rtęci. Lotion był tak sławny, że wspomina o nim Jane Austin w Perswazjach

Korzystałam m. in. z:

Kang Lydia , Pedersen Nate, Szarlatani. Najgorsze pomysły w dziejach medycyny Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, wyd I, Kraków 2019

http://www.czytelniamedyczna.pl/5991,aktualny-stan-wiedzy-na-temat-chemizmu-i-aktywnosci-biologicznej-lukrecji-gladki.html

o-historii.pl/niezdrowe-sposoby-urode-sprzed-historia-kosmetyki/

https://kwartalnikchemiczny.pl/archiwum/2016/item/39-rtec-coraz-bardziej-zapominana-trucizna-cz-1

szczepienia.pzh.gov.pl/faq/w-jakim-celu-tiomersal-jest-stosowany-szczepionkach/

Z. Muszyński, M. Ratajczak; Konserwacja przeciwdrobnoustrojowa leków, Farm. Pol. 2009, 65/2, 132

M. Kłys: Z rtęcią (i …) przez stulecia, Arch. Med. Sąd. Kryminol., 2010, LX, 298-307